sobota, 30 maja 2009

Początkowo chciałam odłożyć czytanie tej książki na później gdy bedę miała więcej czasu, ale nieopatrznie zajrzałam do środka i przeczytałam kilka akapitów:

W pierwszej chwili nie wiedziałem, gdzie patrzeć. Papier zatańczył mi przed oczyma. Kiedy drugi bibliotekarz pochylił się nad zwróconymi książkami ponad kołnierzykiem jego koszuli ujrzałem dwie świeżo zasklepione rany, z których sączyła się krew. Po chwili wyprostował się i odwrócił, tuląc do siebie książki.

"Czy o to panu chodziło? - zapytała bibliotekarka. Zerknąłem na pasek papieru, który podsunęła mi pod nos. - To rewers na Draculę Brama Stokera. Mamy dwa egzemplarze tej książki.

Niechlujnie ubrany bibliotekarz nieoczekiwanie upuścił jedną z książek [...]. Mężczyzna wyprostował się i popatrzył mi prosto w oczy. W niczyim jeszcze wzroku nie spotkałem dotąd takiej czujności i nienawiści.

Po przeczytaniu tego fragmentu szybko zabrałam się za czytanie 'Historyka'. A później gdy poszłam do biblioteki wypożyczyć 'Draculę' Brama Stokera miałam stracha, czy gdy będę wyszukiwać książkę w katalogu lub na półce nikt nie stanie za mną i nie położy mi trupiobladej ręki na ramieniu :-[. Ale takie historie chyba nie zdarzają się w pełnym słońca, przeszklonym i nowym gmachu BUWu, więc udało mi się bezpiecznie opuścić bibliotekę z książką w torbie.

Ale chciałam pisać o 'Historyku'. A historia rozpoczyna się gdy młody doktorant amerykańskiego uniwersytetu znajduje na swoim biurku tajemniczą książkę. Bardzo starą, z intrygującą ilustracją w środku przedstawiającą smoka. Za sprawą tej książki Paul zostaje wplątany w szereg zagadkowych i przerażających zdarzeń, które pchnęły go w podróż do dalekiego Stambułu oraz miast Rumunii i Węgier. Choć właściwego początku tej opowieści należało by raczej szukać na średniowiecznej Wołoszczyźnie, rządzonej przez okrutnego Vlada Tepesa - Drakulę.

Książka ma interesującą formę powieści szkatułkowej, w której kolejne zdarzenia poznajemy za sprawą pozostawionych przez bohaterów listów lub wspomnień. I tak równocześnie poznajemy historie trzech pokoleń badaczy próbujących rozwiązać zagadkę tajemniczej księgi, przemierzających Europę w poszukiwaniu śladów i wskazówek mogących naprowadzić ich na ślad... Ale nie będę od razu zdradzała wszystkiego.

Ciekawa jestem ile z tych ksiąg i listów istnieje naprawdę i zalega w muzeach i bibliotekach Stambułu, Budapesztu czy Oksfordu, a ile z nich wymyśliła autorka dla potrzeb książki. Ale żeby się tego dowiedzieć, musiałabym chyba odwiedzić te miejsca :)

wtorek, 26 maja 2009

A Emma cieszyła się w głębi duszy, że jest istotą smętną, że udało jej się tak od razu osiągnąć ideał niedostępny sercom pospolitym. Zapuściła się więc w zawiły labirynt lamartinowskiej melancholii, słuchając harfy nad jeziorem, śpiewu wszystkich umierających łabędzi, szelestu wszystkich opadłych liści [...]. Znudziło ją to wreszcie, ale nie chciała się do tego przyznać i brnęła dalej z przyzwyczajenia, potem przez próżność, aż wreszcie spostrzegła ze zdziwieniem, że jest ukojona i że nie więcej ma smutku w sercu niż zmarszczek na gładkim czole.
Ten cytat najlepiej ilustruje charakter Emmy Bovary, istoty próżnej, której wszystkie uczucia związane były jedynie z nią samą. wszystko co robiła, lub czego nie robiła związane było z wizerunkiem jaki chciała dla siebie wykreować. Czy była to wierna, kochająca żona, bogobojna chrześcijanka, wyuzdana czy też zdradzana kochanka. Zawsze był to wizerunek, pozory które stwarzała nie tyle dla innych, co dla siebie. Bo w środku była pusta, pozbawiona uczuć i życia.
 
Chciała, by Leon odgadł jej uczucie. Myślała, że odepchnęła go zbyt daleko, że już za późno, że wszystko stracone. A pycha i radość, że może sobie powiedzieć: "Jestem cnotliwa", i przeglądając się w lustrze przybierając zrezygnowane pozy, pocieszały ją trochę w tym, co zdawało się jej poświęceniem.
Już dawno nie spotkałam postaci literackiej, która tak by mnie irytowała, która wzbudzałaby moją niechęć w takim stopniu jak pani Bovary. Jej motywy i jej postępowanie względem osób, które zdawała się kochać odstręczały mnie od niej. Dopiero jej upadek sprawił, że miałam dla niej odrobinę cieplejsze uczucia, a mianowicie zrobiło mi się jej żal. Nie tylko jej, bo swoim zachowaniem ściągnęła nieszczęście na barki swoich bliskich: męża, którym pogardzała, córeczki i ojca.
Zresztą w 'pani Bovary' niewiele jest postaci, które dają się lubić. Karol zakochany w żonie, prostoduszny, wręcz naiwny. Nie chce uwierzyć w zdradę żony, nawet gdy przypadkowo znajduje list od jej kochanka. W swojej naiwności i oddaniu jest wręcz irytujący, aż ma się ochotę potrząsnąć nim i krzyknąć mu w twarz: "Człowieku, obudź się!" Pan Homai, aptekarz i przyjaciel, chyba najbardziej odrażająca postać. Obłudnik, który pod płaszczykiem dbania o bliźnich załatwia własne interesy, skory w każdej chwili odwrócić się od potrzebującego plecami. Rudolf, uwodzący kobiety dla kaprysu, żeby odpędzić nudę. Leon, zakochany w Emmie, poczciwy i uległy, lecz w chwili kryzysu ucieka od Emmy.
Flaubert maluje niezbyt optymistyczny obraz społeczeństwa, pełnego fałszywej życzliwości, zacofania i pozorów. I jest to obraz bardzo realistyczny, pozbawiony upiększeń, ukazany z chłodnym obiektywizmem. Prawdopodobnie dlatego 'Pani Bovary' zapada w pamięć.
I choć nie jest to lektura łatwa, to warto ją poznać. W końcu to klasyka literatury ;-)
 
czwartek, 21 maja 2009

Właśnie ogłoszono nominacje do Nike 2009 i nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że żadnej z tych książek nie czytałam, o większości nawet nie słyszałam. A że mało czytam polskich autorów, szczególnie tych współczesnych, postanowiłam zrobić sobie mały plebiscyt. Do października, kiedy przyznawana jest nagroda jeszcze mnóstwo czasu, zdążę więc przeczytać choć kilka z nominowanych pozycji.

Moje nominacje do przeczytania zaznaczyłam podkreśleniem.

Powieści:

"Fabryka muchołapek", Andrzej Bart, wydawnictwo WAB Warszawa

"Kieszonkowy atlas kobiet", Sylwia Chutnik, wydawnictwo ha!art Kraków

"Balzakiana", Jacek Dehnel, wydawnictwo WAB Warszawa

"Bambino", Inga Iwasiów, wydawnictwo Świat Książki Warszawa

"Gesty", Ignacy Karpowicz, wydawnictwo Wydawnictwo Literackie Kraków

"Pałac Ostrogskich", Tomasz Piątek, wydawnictwo WAB Warszawa

"Marsz Polonia", Jerzy Pilch, wydawnictwo Świat Książki Warszawa

"Królowa tiramisu", Bohdan Sławiński, wydawnictwo Jacek Santorski Warszawa

"Czarna Matka", Wojciech Stamm, wydawnictwo WAB Warszawa

Opowiadania

"Podwójny krajobraz", Irit Amiel, wydawnictwo Prószyński i S-ka Warszawa

"Capcarap", Artur Daniel Liskowacki, wydawnictwo Forma Szczecin

Poezja

"Antypody", Sławomir Elsner, wydawnictwo Biuro Literackie Wrocław

"Inne tempo", Jacek Gutorow, wydawnictwo Biuro Literackie Wrocław

"Baw się", Roman Honet, wydawnictwo Biuro Literackie Wrocław

"Utwór o matce i ojczyźnie", Bożena Keff, wydawnictwo ha!art. Kraków

"Król festynów", Paweł Kojno Konnak, wydawnictwo Instytut Mikołowski Mikołów

"Piosenka o zależnościach i uzależnieniach", Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, wydawnictwo Biuro Literackie Wrocław

Dramat

"Między nami dobrze jest"
, Dorota Masłowska, wydawnictwo Lampa i Iskra Boża Warszawa

Eseje

"Księga ocalonych snów"
, Krystyna Sakowicz, wydawnictwo Forma Szczecin

"Gulasz z turula", Krzysztof Varga, wydawnictwo Czarne Wołowiec

źródło: gazeta.pl

środa, 20 maja 2009

Podobno 'Opactwo Northanger' jest satyrą powieści gotyckiej. Być może, choć ja bardziej odebrałam tę powieść jako pastisz romansów, z których Jane Austen zasłynęła. Mamy tu plejadę bohaterów: naiwna i niezbyt zamożna Katarzyna, egzaltowana Izabella, która myśli tylko o tym jak by tu złowić dobrą partię, miły i do tego bogaty Henry, jego brat goniący za miłostkami i kilka innych typowych dla tego gatunku postaci. A każda mocno przejaskrawiona, przez co zwykłe sytuacje obfitują w szereg zabawnych, a miejscami i 'przerażających' nieporozumień. Dodatkowo Austen bawi się swoimi bohaterami, prowokując sytuacje gdy ich słabostki i wady pokazują się w całej jaskrawości. Jednocześnie nie szczędzi krytyki również nam czytelnikom, wciągając  nas do opowieści poufale obnaża nasze przywary.

I tak romans niepostrzeżenie przemienia się w powieść grozy,  przeplatając się niekiedy z powieścią obyczajową piętnującą przywary społeczeństwa. I mimo, że akcja jest dosyć przewidywalna 'Opactwo...' czyta się z prawdziwą przyjemnością, co chwila uśmiechając się z rozbawieniem.

czwartek, 14 maja 2009

Moje pierwsze wrażenie: wtórność. W 'Dzwonie' Murchoch zastosowała ten sam schemat opowieści co w 'Jednorożcu', który czytałam ostatnio. Jest tu i młoda kobieta, która przyjeżdża do odludnej okolicy, jest i grupa ludzi odizolowana od świata zewnętrznego, pomiędzy którymi zachodzą różnego rodzaju interakcje, jest także homoseksualny związek między dojrzałym mężczyzną a młodzieńcem. Wszystko to, choć w zmienionej formie, pojawia się także w 'Jednorożcu', stąd moje początkowe rozczarowanie.

Jednak zagłębiając się w świat 'Dzwonu' to wrażenie zniknęło. Biegłość z jaką Murdoch prowadzi narrację, sposób w jaki konstruuje wielowymiarowe postaci sprawia, że czyta się jej książki (w tym 'Dzwon') z przyjemnością. Ale jednocześnie nie opuszcza mnie wrażenie niedosytu i lekkiego rozczarowania. Szczególnie zakończeniem, które wydaje się zbyt efektowne i wygładzone. Losy poszczególnych bohaterów, przeplatające się na różnych poziomach w jednym momencie zostają rozplątane, zupełnie mnie to nie przekonuje.

Ciężko jest mi też stwierdzić o czym tak na prawdę 'Dzwon' jest. O dokonywanych w życiu wyborach i ich konsekwencjach? O utracie niewinności i wchodzeniu w dorosłość? O różnych sposobach odbierania wiary i jej roli w życiu? Tak dużo jest wątków, tak dużo różnych motywów, z których żaden nie przebija się na pierwszy plan.

Nie do końca usatysfakcjonowana zabieram się za dalsze penetrowanie świata Iris Murdoch.

środa, 13 maja 2009

Ależ się cieszę! Ha ha! Jupi!!! Gdy tylko przeczytałam maila z powiadomieniem o wygranej podskoczyłam do góry z radości, aż mój pies się zaniepokoił i zaczął mnie obszczekiwać :)

A wygrałam Głowę Minotaura Krajewskiego, w konkursie na stronie Zbrodnia w Bibliotece. Do tej pory miałam okazję przeczytać tylko pierwszy tom serii o Berhardzie Mocku. Chyba czas to zmienić :)

--->           

 

EDIT:
Gapa ze mnie straszna bo wygrałam nie Głowę Minotaura tylko Koniec świata w Breslau i nie książkę a audiobooka. Z czego się cieszę chyba jeszcze bardziej. A post pozostawie niezmieniony, żeby mi przypominał o moim gapiostwie, nad którym musze popracować :)
wtorek, 12 maja 2009

Prawdopodobnie postać Doriana Grey'a jest większości czytelnikom znana.  Dla nie wtajemniczonych napiszę tylko, że tytułowy bohater to młody mężczyzna wyjątkowo urodziwy i czarujący, który nie starzeje się nawet o jeden dzień, a wszystkie oznaki upływającego czasu oraz czynione przez niego niegodziwości i grzechy pozostawiają ślad jedynie na jego portrecie, a nie na nim samym.

Pierwotnie powieść liczyła XIII rozdziałów, jednak po fali krytyki Wilde zdecydował się wprowadzic poprawki do opowieści, rozbudowując pewne elementy, inne złagadzając lub wręcz usuwając. Ostatecznie książka liczy XX rozdziałów. Tutaj można zapoznać się z obiema wersjami.

Sama fabuła jest jedynie pretekstem do rozważań nas naturą zła. Od momentu przemiany Dorana z miłego i ładnego młodzieńca w próżnego, zadufanego w swojej urodzie i w sobie mężczyznę zastanawiałam się  jaki udział w tej przemianie mają inni ludzie. Czy gdyby Dorian nigdy nie spotkał Basila, który namalował jego portret i zwrócił mu uwagę, na jego nieprzeciętną urodę, oraz Lorda Henry'ego, który uświadomił mu czar jaki roztacza wokół siebie, czar nieskażonej czasem i doświadczeniem młodzieńczej urody, która jednak szybko zostanie mu odebrana, czy stałby się potworem z obrazu? Na ile nasz charakter i los jaki nas czeka jest zdeterminowany, a na ile wpływ na niego mają przypadkowo spotkani ludzie czy dokonywane wybory.

Wydaje mi się, że ten zalążek zła musiał być w Dorianie od samego początku, a przez okoliczności oraz wpływ innych ludzi, został rozdmuchany i zdominował jego charakter.

A może to obecność obrazu i jego właściwości sprawiła że Dorian stał się tym kim był? Czy to dzięki świadomości, że na twarzy Doriana nie pozostanie nawet cień zła, które uczynił, choćby grymas w kąciku ust. Czy to właśnie świadomość, że jego twarz zawsze będzie wyglądać nie tylko młodo i nieskazitelnie ale również niewinnie, pchnęła go do popełnienia tych wszystkich strasznych czynów? Czy jesteśmy skłonni popełnić najstraszniejszą zbrodnię, wiedząc że ujdzie nam ona na sucho, ze nigdy nie zostanie wykryta?

Mam nadzieję, że nie.

Sięgając po "Porter Doriana Gray'a" spodziewałam się wciągającej opowieści z dreszczykiem i nie rozczarowałam się, a nawet dostałam coś więcej: fascynujące stadium upadku człowieka, zapadające w pamięć i skłaniające do przemyśleń. Gorąco polecam!