sobota, 17 kwietnia 2010

Oj, długo się męczyłam z tą książką! Najpierw dosłownie, męczyłam stronę po stronie, przy każdej zastanawiając się czy czytania nie zarzucić i nie oddać książki do biblioteki. Zrobiłam sobie przerwę, przeczytawszy w miedzy czasie dwie inne (i lżejsze) książki, po czym do czytania wróciłam. I dopiero zaczęłam się 'męczyć'! A ostatnie dwadzieścia kilka stron czytałam z chusteczka w ręku, ocierając spływające mi, co chwila, po policzkach łzy.

Bo 'Ostrygojady' nie należą do lektur lekkich i przyjemnych. Obcowanie z Moirą, jej lękami, traumami i żalami poruszyło we mnie kilka strun i wspomnień. Choć było to przeżycie bardzo oczyszczające ;-)

A Moira? No cóż, Moira jest dziwna... skryta, pełna złości i niechęci do młodszej siostry, rodziców i świata. Nieśmiała, wrażliwa i bardzo niepewna swojej wartości, ale jednocześnie twarda i zdecydowana. Moira, która poradzi sobie w życiu, ale czy będzie przy tym szczęśliwa? To już zupełnie inna bajka.

I przede wszystkim Moira jest pełna poczucia winy. Za niechęć, którą żywiła do siostry, za to co bezpowrotnie straciła odpychając i izolując się od Amy. A tego wszystkiego, o życiu i uczuciach Moiry, dowiadujemy się nad łóżkiem pogrążonej w śpiączce Amy. Dopiero w obliczu rodzinnej tragedii Moira otwiera się i próbuje stworzyć z Amy siostrzaną więź, zwierza jej się nie mając pewności czy zostanie wysłuchana. Opowieść Moiry miejscami przypomina bardziej spowiedź, pytanie tylko czy dla Moiry oczyszczającą? Czy uda jej się przezwyciężyć niepewność, strach i poczucie winy, czy uda jej się być szczęśliwą. Trzymam za nią kciuki :)


*  *  *

Długo mnie na blogu nie było, ale wrażeniami z lektury tej książki, po prostu nie mogłam się nie podzielić. Dawno nie czytałam książki równie wzruszającej.
Zobaczymy czy będzie to jednorazowa wizyta czy będę zaglądać tu częściej.
czwartek, 03 września 2009

To nasze życie zabiło Corazona. Nasze pieskie życie, tak dalekie od nadziei i tak bliskie śmierci. (str. 92)

Kilkunastoletni chłopiec opowiada o trzech dniach włóczęgi po mieście, opowiada o ojcu - hulace i alkoholiku, który swoje frustracje wyładowuje na żonie i synu, o nieobecnej matce, która się modli i przyjmuje razy, o ukochanej siostrze, o nędzy, głodzie i przyjaciołach z haitańskich slamsów. Opowiada też o braku złudzeń, o tym jak pomógł siostrze zabić ojca i opowiada to beznamiętnym tonem, nie skarży się, nie usprawiedliwia, po prostu chce żebyśmy wiedzieli.

Colin i jego siostra Mariela w trakcie kolejnej rodzinnej awantury zabijają swojego ojca po czym uciekają z domu z garścią monet i spędzają trzy dni na ulicach miasta. I tych kilka dni stają się dla nich namiastka wolności, namiastką prawdziwego życia, którego do tej pory nie zaznali. Trouillot kreśli bardzo smutny i przejmujący obraz życia w slamsach wielkich miast, w których nie ma miejsca na czułość, poszanowanie godności czy szczęście.

I o tym właśnie są 'Dzieci bohaterów'? O braku... braku perspektyw, nadziei, przyszłości i przede wszystkim miłości.

Wydawnictwo: Karaktery

środa, 26 sierpnia 2009

Długo zabierałam się do przeczytanie jednej z książek Majgull Axelsson. Widziałam dużo pozytywnych recenzji i wiedziałam, że się nie zawiodę, choć będzie to lektura wymagająca i na pewno nie łatwa. W końcu zatrzymałam się w bibliotece przy półce z literaturą szwedzka i wybrałam 'Drogę do piekła', pierwszą powieść Axelsson. Według niektórych opinii jest to najsłabsza jej powieść, a jeśli tak jest w rzeczywistości to już się nie mogę doczekać kolejnych jej książek.

Czytanie 'Drogi do piekła' to jak układanie puzzli. Rozsypane i przemieszane fragmenty wspomnień, wydarzeń z bliższej i dalszej przeszłości, aktualnych zdarzeń z życia czterdziestokilkuletniej Cecylii. Kobiety nieszczęśliwej, która zmaga się z życiem i swoimi wspomnieniami, udając przed rodziną i znajomymi zadowolenie i normalność. Cecylia życje codziennymi sprawami, mimo że nawiedzają ją demony przeszłości, nierozliczone sprawy, o których nie da się zapomnieć. Ale zamiast zmierzyć się z rzeczywistością łatwiej jest od niej uciec, a Cecylia robi to od lat. W dzieciństwie uciekała w świat marzeń, odreagowując stresy moczeniem majtek. Gdy dorosła od swoich problemów uciekła w małżeństwo i pracę w egzotycznych sceneriach, gdzie cudem uszła z życiem w trakcie erupcji wulkanu.

Jednak przeszłość i dawne problemy nie dają się tak łatwo zapomnieć. Cecylia powraca do rodzinnego domu opiekować się schorowana matka, i tam w "zaciszu domowego ogniska" dopadają ją demony przeszłości. I okazuje się, że za fasadą normalności kryje się prawdziwe piekło.

wydawnictwo: WAB

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Za sprawą peryferyjnego wyzwania coraz częściej czytam książki z odległych zakątków globu. Podobają mi się one bardziej lub mniej jednak za każdym razem urzekają mnie odrębnością kultury, zachowań, wierzeń. Dla mnie to coś niesamowicie nowego i interesującego. Dlatego zupełnie nie spodziewałam się, że książka napisana przez Europejczyka może dostarczyć mi podobnych wrażeń. Powieść Alio Gaupa, Norwega pochodzenia lapońskiego (saamskiego), ukazuje zupełnie odrębną kulturę, silnie zakorzenioną w swojej tradycji, funkcjonującą trochę na uboczu dzisiejszej cywilizacji. Przedstawia ludzi silnie związanych z przyrodą, światem duchów, przodkami.

Jon, alter ego autora, jest z pochodzenia Lapończykiem, jednak porzucony w dzieciństwie wychował się w rodzinę z południa Norwegii z dala od swoich korzeni. W wieku dwudziestu kilku lat zaczynają nawiedzać go dziwne sny, sny o bębnie, który tropił go i przyzywał. I Jon podejmuje wyzwanie, wyrusza w podróż na północ na poszukiwanie szamańskiego bębna i swojego miejsca w świecie.

Wyfrunął przez sowie oczy, ponad jeziorami i wyspą, zataczając w powietrzu duży łuk. Zobaczył przed sobą Saanen. Znał ten profil z wielu podróży samochodem i z wycieczki łodzią ostatniej nocy. Teraz jednak góra wyglądała inaczej, tak jakby się poruszała.

Wówczas sowa znowu zastukała w szybę, ześliznęła się z parapetu i zniknęła. (str. 40)

Poszukiwanie, tropienie bębna staje się dla Jona podróżą w głąb siebie. W trakcie tej wyprawy odkrywa przeszłość, przyszłość, własne możliwości, umiejętności i pragnienia. Dojrzewa. Nie jest już zagubionym, oderwanym od swoich korzeni młodzieńcem, teraz staje się młodym mężczyzną pewnie dążącym do celu. Jon przyzywany przez bęben uświadamia jak bardzo tożsamość, przywiązanie do rodziny, tradycji, wierzeń określa człowieka. Jak wielki wpływ wywiera na jego życie, sprawiając że jest pełne i szczęśliwe.

Jon odbywa magiczną wręcz podróż. Na swojej drodze spotyka przewodników i przyjaciół, którzy wspieraja go pomocą i radą, ale też wrogów czyhających na jego życie. Spotyka przodków, duchy gór i strumieni, poznaje swoje dziedzictwo. I jest to podróż na granicy snu, podczas której rzeczywistość miesza się z marzeniami, wizjami i snami.

Wówczas znowu dostrzegł niedźwiedzia. Niedźwiedź nazywał się Ij, był samicą. Biegła obok samochodu, jak gdyby sto kilometrów na godzinę było czymś oczywistym. Ij skakała tam i z powrotem ponad samochodem. Potem oddaliła się, przyspieszyła i zniknęła w ciemności. Ij pobiegła przed nim w noc, uporządkowała wszystko i zabrała ze sobą jego ból głowy. (st. 97)

Powieść Alio Gaupa to niesamowita książka, opisująca zmagania bohatera, proces jego dojrzewania i poznawania siebie i swojego dziedzictwa w bardzo oniryczny sposób. Po jej przeczytaniu moje postrzeganie kultury i religii Saamów uległo diametralnej zmianie, czy to za sprawą fascynującej odrębności Saamów, czy też talentu Alio Gaupa.

wydawnictwo: słowo / obraz terytoria

czwartek, 13 sierpnia 2009

'Kwiaty śliwy w złotym wazonie' czyta się z wypiekami na twarzy. I to dosłownie. To opasłe tomiszcze obejmujące prawie osiemset stron wciąga, budzi emocje i nawet przez minutę nie nudzi. 'Kwiaty śliwy' to przede wszystkim opowieść erotyczna, opiewająca miłosne przygody kupca i urzędnika Si-mena, który słynie ze swej rozwiązłości, rozpasania wręcz. Si-men mimo że ma żonę, kilka konkubin, regularnie bywa w domach uciech to nie przepuści żadnej urodziwej kobiecie, którą napotka na swej drodze. I nie ma żadnego znaczenia czy jest ona czyjąś żoną czy matka. Zresztą uwodzone przez niego kobiety nie bronią się zbyt usilnie. Opierają się tylko na tyle by podsycić jeszcze bardziej żądze Si-mena lub wręcz nie opierają się wcale, gotowe do każdej, nawet najbardziej wyuzdanej, miłosnej potyczki. A przy tym 'Kwiaty śliwy' to powieść bardzo poetycka. Mimo odważnych scen erotycznych trudno tu mówić o wulgarności. Kobiece i męskie narządy, sam akt miłosny został opisany w bardzo wyszukany, poetycki a jednocześnie bardzo otwarty sposób. Aż szkoda, że w języku polskim brakuje takiej różnorodności słów i określeń.

W 'Kwiatach śliwy' pełno nie tylko miłosnych scen, ale także opisów zwyczajów, strojów, potraw, domów i ogrodów. W najdrobniejszych szczegółach opisane są ozdoby jakie nosiły we włosach kobiety, w co się ubierały. I są to opisy przykuwające uwagę. Nieznany autor tej powieści odmalował bardzo obrazowo realia dawnych Chin. I o ile szczegóły przedstawił bardzo wiernie o tyle społeczeństwo i panujące w nim zwyczaje mocno przejaskrawił i wyszydził. Wśród ogromnej ilości bohaterów przewijających się przez karty powieści brakuje postaci pozytywnych, a te nieliczne które starają się postępować właściwie i honorowo kończą marnie oszukane, zamordowane lub wygnane. Dlatego wszyscy mają na uwadze jedynie swoje interesy, powszechna jest korupcja, kupczenie przywilejami, wyrokami sądowymi czy własnym ciałem, intrygowanie, a nawet morderstwa.

'Kwiaty śliwy' to także pierwsza powieść chińska, z której powstaniem wiąże się wiele niewiadomych. Powstało kilkadziesiąt koncepcji wyjaśniających okoliczności jej powstania. Jedna z nich przytaczana w posłowiu, głosi jakoby 'Kwiaty śliwy' napisał znany pisarz Wang, żeby zemścić się na intrygującym przeciwko jego ojcu ministrze. Wang miał nasączyć brzegi stron trucizną wiedząc, że minister Jen przewracając karty ślini palec. Jen czytał powieść całą noc i przy ostatnim rozdziale tuż nad ranem zmarł.

Ta powieść od momentu swojego powstania budzi kontrowersje i sensacje. I wcale się temu nie dziwię. Aż szkoda, ze nie została przełożona w całości na język polski. Polskie wydanie liczące ok. 800 stron to zaledwie 2/3 całego dzieła.

wydawnictwo: Muza

sobota, 08 sierpnia 2009

It was Thursday, the 20th of July. The child's name was Boyd Arthur Ellison. He had just turned twelve years old. He couldn't help the police by describing his attacker because by the time he was found very early the next morning, his attacker had come back and finished what he'd started (s. 3).

Książka zaczyna się mocnym akcentem. Na przedmieściach, w spokojnej i bezpiecznej dotąd okolicy ginie chłopiec. Ta wstrząsająca zbrodnia kładzie cień na dotychczasowym życiu wszystkich mieszkańców osiedla, zmieniając ich relacje, postrzeganie siebie nawzajem.

To wydarzenia zmienia także życie dziesięcioletniej Marshy, przewracając jej poukładany dotąd świat do góry nogami. Zresztą to lato obfituje w szereg niezwykłych dla niej wydarzeń. Kilka tygodni wcześniej ojciec dziewczynki opuszcza rodzinę, uciekając z ciotką Adą, z którą ma romans, do domu obok wprowadza się nowy sąsiad pan Green, a w telewizji głośno jest o aferze Watergate.

Marsha zaczyna prowadzić dziennik, w którym notuje dokładnie zdarzenia z życia rodziny, wkleja wycinki z gazet dotyczące zamordowanego chłopca, zapisuje co niezwykłego dzieje się na osiedlu. I co niezwykłego robi nowy sąsiad, który fascynuje ja i przeraża jednocześnie.

W głowie Marshy wszystkie te zdarzenia splatają się ze sobą. Śmierć chłopca, odejście taty i pojawienie się nowego sąsiada, wszystko jest ze sobą związane. Dodatkowo wyobraźnia dziewczynki podpowiada jej obrazy, które nie miały miejsca. Części zdarzeń próbuje się domyślić, część sama sobie dopowiada. I tak powstaje obraz rzeczywistości widziany oczami dziesięciolatki. Trochę naiwny i niewinny, a trochę podszyty dziecięcym okrucieństwem i fascynacją rodzącej sie seksualności. I właśnie to obserwowanie świata, dorosłego świata! oczami małej dziewczynki robi ogromne wrażenie.

I tak jak zabójca nie został złapany, tak i my nie dowiadujemy się dlaczego? Dlaczego chłopiec musiał zginąć, dlaczego Marsha oskarżyła pana Greena, dlaczego ojciec ją opuścił?

wydawnictwo: Penguin Book

sobota, 01 sierpnia 2009

Było przed piątą. Rozmawiamy, nagle strzelanina. Potem tak jakby broń grubsza. Słychać działa. I w ogóle różne rodzaje. Aż krzyk:
– Hurraaa…
– Powstanie – od razu powiedzieliśmy sobie, tak jak i wszyscy w Warszawie.
Dziwne. Bo tego słowa nie używało się przedtem w życiu. Tylko z historii, z książek. Już nudziło. A tu raptem… jest, i to takie z „hurraaa” i tłumem na łubudu. […] Patrzymy, a tu ktoś chyba w niemieckiej tygrysce, w furażerce, z opaską przeskakuje przez ten czerwony murek z tamtego podwórza na nasze. Skoczył na nasz śmietnik z klapą. Z klapy na stołek. Ze stołka na asfalt.
– Pierwszy powstaniec! – krzyknęliśmy.
– A wiesz, Mironku, że ja bym mu się oddała – powiedziała do mnie Irena w zachwycie przez firankę.
Zaraz potem z Ogrodowej na tamto podwórze wpadli ludzie i zaczęli łapać wózki i deski na barykady.

Miron Białoszewski 'Pamiętnik z powstania warszawskiego'

środa, 29 lipca 2009

Długo zastanawiałam się jak opisać tę książkę. Przez cały czas czytania 'Dziewczyny z wybrzeża' towarzyszyło mi dziwne uczucie, którego nie potrafiłam poczatkowo sprecyzować.

Młoda dziewczyna z rybackiej wioski, której imienia nie znamy, zostaje wydana za maż za bogatego mieszczanina. Nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, nie rozumie męża, którego nie zna i nie kocha. Nie wie jak powinna się zachowywać i co robić. Tęskni za rodzina i swoim dawnym życiem. Jedyne oparcie ma w służącej, która jednak szybko zostaje wyrzucona. W końcu zachodzi w ciąże i okazuje się, że sytuacja, do której powoli zaczynała przywykać, nie będzie trwała wiecznie i jej życie znowu diametralnie się zmieni.

Ta książka wydaje mi się bardzo, ale to bardzo nieprawdopodobna, a przez to po prostu kiepska. Poczynając od zarysowania postaci, i to zarysowania bardzo tendencyjnego. Każdy mieszkaniem wsi jest przedstawiony jako dobry, związany z ziemią i tradycją człowiek, którego należy szanować za ciężka pracę, niezależnie od jego postępków. Z kolei każdy mieszkaniec miasta jest butnym, zapatrzonym w siebie i swoje dobra konfidentem, który zbratał się z okupującymi kraj Holendrami. Do tego postaci są płaskie i tak nierzeczywiste, że przesłanki jakie nimi kierują są dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Podobnie fabuła, wydaje mi się naciągana i nierealna. Mimo świadomości, że pewne zjawiska mogą wiernie oddawać realia Indonezji początku XX wieku.

Wszystko to potęguje stwierdzenie znajdujące się na końcu książki, jakoby była to prawdziwa historia babki autora. Czy tak jest w rzeczywistości nie wiem, ale zupełnie do mnie ta historia nie przemawia. Najwidoczniej Indonezja leży zbyt daleko moich literackich zainteresowań.

wydawnictwo: Amber

niedziela, 26 lipca 2009

Czasy rewolucji w Iranie, obalenia szacha i rządów islamskiego terroru widziane oczami dziecka. Przedstawione w formie komiksu, bardzo graficznego, operującego jedynie czarna kreską, podkreślają jeszcze jego przejmującą tematykę.

Marji to dziewczynka, która obserwuje co dzieje się w jej kraju, obserwuje i po swojemu próbuje zrozumieć. Zrozumieć otaczający ja terror, postępującą islamizację kraju, wojnę i wiążące się z nią zagrożenie i strach. I poprzez śmiech, zabawę, bunt próbuje sobie poradzić z nową sytuację. A że Marji jest dzieckiem bardzo niepokornym i samodzielnym co i rusz spotykają ją mniej lub bardziej zabawne sytuacje, które wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika, ale uśmiech bardzo gorzki, gdyż Marji po dziecinnemu naiwna i pogodna nie zdaje sobie początkowo sprawy z zagrożeń i niebezpieczeństw, które czyhają na nią i jej najbliższych.

Dojrzewając w kraju ogarniętym wojną, rządzonym przez islamska dyktaturę Marji coraz trudniej jest zachować dziecięcą radość i beztroskę. Docierające do niej ze wszystkich stron obrazy tragedii, wieści o zabitych, zaginionych, torturowanych potęgują w niej poczucie niesprawiedliwości i buntu. W końcu rodzice, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie Marji może ściagnąc na swoją głowę, decydują się, wysłać ja do szkoły w Austrii. I jest to początek nowego etapu w jej życiu, bez rodziny, przyjaciół, z dala od kraju. Ale o tym mówi kolejny tom Persepolis. Historia powrotu, który, mam nadzieję, uda mi się niedługo dostać.

wydawnictwo: POST

piątek, 24 lipca 2009

Z położonego na odludziu ośrodka terapeutycznego dla kobiet znika jego właścicielka. Elina wychodzi z dworku w środku śnieżnej zimy w koszuli nocnej i przepada bez śladu. Sprawa komplikuje się, gdy kilka dni później odnalezione zostają jej zwłoki.

Ginie kobieta. Sprawę prowadzi inna kobieta, a większość podejrzanych to również kobiety. Ten kryminał jest na wskroś kobiecy, ale przez to wcale nie sentymentalny czy rzewny. I choć termin 'literatura kobieca' ma często znaczenie pejoratywne i niesłusznie kojarzy się z romansami i czytadłami niskich lotów, myślę, że 'Kobiety ze śniegu' jest jak najbardziej książką kobiecą. Napisaną przez kobietę o kobietach.

Oprócz wciągającej intrygi kryminalnej mamy w 'Kobiecie ze śniegu' ciekawy obraz fińskiego społeczeństwa i przede wszystkim obraz kobiety w tym społeczeństwie. Leena Lehtolainen prezentuje różne typy kobiet. Kobiet, które w skrajnie różne sposoby próbują ułożyć sobie życie w  zdominowanym przez mężczyzn świecie. Maria Kallio, jest jedyną kobieta w wydziale kryminalnym w Espoo i mimo kilku lat służby w policji ciągle musi walczyć o swoją pozycję. Bo nie dość, że kobieta, to jeszcze drobna, o dziewczęcej urodzie, świeżo upieczona mężatka. Musi bardzo się napracować, żeby 'zasłużyć' na szacunek kolegów z pracy. Johanna całe życie spędziła w bardzo ortodoksyjnym wiosce, wcześnie wyszła za mąż za pastora i urodziła dziewięcioro dzieci. Gdy, przy kolejnej zagrażającej życiu ciąży, zdecydowała się na aborcję maż wyrzucił ją z domu. Tak Johanna trafia do ośrodka Eliny, gdzie oprócz niej znalazły schronienie striptizerka Milla, która w dzieciństwie była molestowana przez ojczyma czy zagubiona pianistka Ninna, nie radząca sobie po śmierci matki.

Lehtolainen przedstawia społeczeństwo pełne sprzeczności, w którym kobieta ma prawo do aborcji na życzenie, każdy bez skrępowania korzysta z pomocy psychiatry, a homoseksualne pary wychowują wspólnie swoje dzieci, i jednocześnie kobieta-policjantka nadal budzi zdziwienie i niewybredne komentarze, a obok liberalnego społeczeństwa funkcjonują bardzo tradycyjne, purytańskie wręcz wioski.

Bardzo interesująca książka. Polecam!

wydawnictwo: słowo / obraz terytoria

 
1 , 2 , 3 , 4